TRADYCJE

Korona i wianki

Św. Anna podczas ukazania się Małgorzacie Błażkowej w 1510 r. zostawiła cztery wieńce, które od początku otaczano szczególną troską. Były one znakiem prawdziwości objawienia Świętej . Gdy Bogdan Prostyński przybył na miejsce objawienia i zobaczył wspomniane wieńce podniósł je z ławeczki i powiesił na krzyżu u stóp którego się znajdowały . Na podstawie dokumentów archiwalnych wiadomo, że były one wykonane z jednego z rodzajów byliny . Roślina ta ma dwieście gatunków. W Polsce siedem z nich rośnie dziko na polanach leśnych czy nieużytkach (np. piołun, bylica pospolita, estragon) . W przeszłości bylicą ozdabiano domy na Podlasiu i Mazowszu, stosowano ją w lecznictwie, a także wkładano w tzw. snopek na uroczystość Wniebowzięcia NMP – 15 sierpnia.

Pierwszy cud w Prostyni jest związany z tymi wieńcami. Według opisu znajdującego się w Księdze Cudów, pewna kobieta z pobliskiego Morzyczyna cierpiąca przez trzy lata na bóle głowy, gdy dowiedziała się o objawieniach poszła do Prostyni i wzięła wieniec wiszący oddzielnie, który św. Anna pozostawiła na swą pamiątkę. Jednak zanim do domu odeszła usłyszała głos: „Służebnico nie będziesz zdrową, dopóki ten wieniec na swoje miejsce nie odniesiesz”. Gdy wieniec wrócił na swoje miejsce kobieta natychmiast wyzdrowiała. Miało to miejsce w 1511 r.

Ks. S. Obłoza na podstawie dokumentów istniejących jeszcze na początku XX w. pisze, że: „Wierni przybywający na miejsce objawienia, po odprawieniu modłów, z uszanowaniem całowali je i czołem dotykali, przywiązując do nich moc cudownych uzdrowień, oraz błogosławieństw Boskich. Współcześni, a szczególnie pleban z Kossowa, do którego w owym czasie Prostyń należała, aby one wianki uchronić od profanacyji i zniszczenia, złożyli do skrzyneczki drewnianej z wierzchem szklanym. Po ukończeniu budowy kościołów uroczyście wprowadzili takowe do Kościoła Trójcy Świętej i na wielkim ołtarzu umieścili, a po nabożeństwie kapłan dawał wiernym do ucałowania. W roku 1514, niewiadomy ofiarodawca sprawił koronę srebrną, dosyć skromną, wewnątrz wydrążoną, do której przeniesiono wianki święte i szczelnie w niej zamknięte zostały. Koronę tą, zwaną świętej Anny, kapłan przybrany w komżę i stułę w większe uroczystości, dotykał czyli wkładał na głowy ludu pobożnego. Zwyczaj ten zachowuje się do dnia dzisiejszego, ale tylko raz do roku. Po skończeniu nabożeństwa czterdziestogodzinnego, w uroczystość Trójcy Świętej, kapłan dotyka głów koroną św. Anny, na który to obrzęd lud oczekuje z religijnem uszanowaniem i pospolicie nazywa koronacyą”.

Szereg wzmianek w inwentarzach parafianych potwierdza fakt, że wewnątrz srebrnej korony św. Anny zostały umieszczone pozostałości po wieńcach, które zostawiła ta Święta . W 1903 r. ks. Obłoza przy renowacji korony znalazł tam jeszcze niewielkie pozostałości po wspomnianych wiankach i na powrót je tam umieścił.

Bardzo stara tradycja tzw. koronacji prostyńskiej, czyli błogosławienia koroną św. Anny zachowała się do współczesności i jeszcze bardziej się rozwinęła. O ile na początku obecnego stulecia błogosławiono w ten sposób tylko raz w roku o tyle na końcu wieku wszyscy pielgrzymi, którzy o to proszą mogą zawsze dostąpić tego przywileju.

Prostyńskie kozy

Podczas odpustów w Prostyni od dawna sprzedawane są kozy z ciasta. Zwyczaj ten nawiązuje do podania, które głosi, że kozy pierwsze spostrzegły cudowną Statuę. Głośnym beczeniem zwabiły ludzi, którzy w nadbużańskich krzakach odnaleźli piękną rzeźbę.

„Kozy prostyńskie” mają również swe uzasadnienie w historii. Unici Podlascy, prześladowani po upadku Powstania Styczniowego, licznie przybywali na odpust do Prostyni, aby przystąpić do sakramentów świętych. Dla zmylenia carskich urzędników udawali handlarzy kóz.